wtorek, 7 października 2008

Mężczyzna w domu

Najczęściej trudno powiedzieć, żeby mężczyzna był w domu. Nie dajcie się zmylić tym, że w tym domu przebywa - wcale to nie znaczy, że on tam jest. Bo być to więcej, niż przebywać.

Problem, o którym chcę napisać, dotyczy tego, że większość mężczyzn nie umie być w domu (nie mówiąc już o tym, że w zniewieściałym społeczeństwie więcej jest chłopców, niż mężczyzn). Są wyprani przez tzw. cywilizację, stereotypy, obrazy z własnego domu rodzinnego i ideały, które nie wiadomo skąd wzięli, nie mówiąc już o głębokiej ignorancji. Są zasadniczo dwa typy domów: 1) dom w postaci męża i żony; 2) dom w postaci męża, żony oraz ich dzieci. Jeśli chodzi o pierwszy typ, to na nieumiejętności mężczyzny do bycia w domu cierpi jego żona. Często problem polega na tym, że mężczyzna częściej jest poza domem, niż w domu, bo np. wykonuje (tzw.) pracę. Zasłania się koniecznością zarobienia na utrzymanie, zostawia żonę w domu samą (z domem na jej głowie), a kiedy już wraca jest zbyt zmęczony, by się w ogóle czymkolwiek zainteresować. Tytuł Żywiciela Rodziny zdaje się być dla niego wymazaniem wszelakich innych win. Wszystko sprowadza się do wzajemnych pretensji o to ("Nic w domu nie zrobisz!") czy o tamto ("Wiesz, gdzie mnie możesz pocałować? Ja pracuję!"), co skutkuje się tylko tym, że mężczyzna domu unika, kobieta musi sobie radzić coraz bardziej sama, a frustracja obojga wzrasta. Dom staje się dla mężczyzny tylko hangarem, z którego wylatuje rano, a wraca wieczorem a i tak niezbyt chętnie - trzeba to trzeba. Podobna sytuacja bywa przy mężczyznach, którzy czują jakąkolwiek misję - wtedy wszystko wymięka przy misji. Może do pewnego momentu żona przymyka oko na to albo sama się pod misja podpisuje, ale prędzej czy później zostaje sama ze sobą, ze swoimi problemami i ze wszystkim, co wymaga zrobienia, a czego mężczyzna pochłonięty misją nie zrobi. O tyle niebezpieczny przypadek, że mężczyzna w misje potrafi być tak zapatrzony, tak ją uświęcać, że czas zacząć się zastanawiać, czy nie powinien był się z misją ożenić. W ten sposób dochodzimy do głębszej kwestii - mężczyzna często po prostu pragnie rzeczy większych i odleglejszych, niż prozaiczny, codzienny dom, przy czym chyba mu się wydaje, że w związku z tym może realizować swoje w gruncie rzeczy żądze, skazując żonę na trwanie samej przy nieciekawej prozie życia. Tak jakby zainteresowanie i zaangażowanie w rzeczy codzienne, ale niezbędne do życia, było czymś uwłaczającym.

Jeszcze dochodzi do tego wszystkiego typ mężczyzn, którzy są po prostu leniwi, a jednocześnie bardzo wytrzymali na pretensje. Mogą też być najnormalniej niedojrzali i w obliczu obowiązku chować głowę w piasek itp. Dodatkowe komplikacje rodzą się przy posiadaniu dzieci, bo wtedy nie dość, że żona ma jeszcze więcej na głowie, to stopniowo dokonuje się tragedia wychowania, a raczej niewychowania. Dzieciom utrwala się niezdrowy obraz mężczyzny: chłopcy biorą zły przykład i będą w przyszłości powielać błędy ojca albo nie będą się umieli zachować po męsku po prostu (bo pozostaną niewychowanymi i nieukształtowanymi chłopcami), dziewczynki z kolei skończą zdezorientowane posiadając nieprawidłowy obraz mężczyzny, nie wiedząc jakiego mężczyzny same szukają, jak również mając poważne braki emocjonalne. A wszystkie dzieci będą miały takie czy inne braki w charakterze czy zachowaniu w stosunkach międzyludzkich - trudno w ogóle obliczyć rozległość szkód, które sytuacja w domu zainicjuje. Po prostu w rzeczywistości dzieci w wielu domach są właściwie półsierotami. Mężczyzna oprócz braku zainteresowania sprawami domu, często nie zajmuje się sprawami osobistymi domowników, co wywołuje wrażenie, jakby był tam pro forma.

W zasadzie na każdym kroku czyha jakaś pułapka, w którą mężczyzna może wpaść niewiedząc kiedy, zapoczątkowując całą rodzinną tragedię. Da się tego uniknąć, ale trzeba chcieć, a i to prawdopodobnie zawiedzie. Tak naprawdę jedynie Bóg może człowieka przed taką degeneracją rodziny i życia domowego uchronić, ale to wymaga ofiarowania Mu swojego życia, posłuchu i wierności. A On wszystko dobrze uczyni.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Eh masz ładnie w bańce nawalone :P bez urazy... Aaa i dzięki za pomoc xD