To jest takie straszne i smutne zarazem, że ludzie w gruncie rzeczy nie myślą. Nawet tacy w sumie w miarę inteligentni.
Dlaczego? Bo "się". To znaczy większość ludzi przyjmuje wszystko jak leci, co ma etykietkę "się": się gdzieś chodzi, się coś robi, się coś pije, się coś je, się jakoś bawi, się jakoś myśli... To coś więcej, niż podążanie za tłumem, bo jednostki buntownicze również potrafią hołdować "się". Kwestia raczej dotyczy tego, jakie są źródła zachowania człowieka. Bo można podążać za "się" nawet jeśli bodźcem do takiego kopiowania zachowań będzie jedna osoba. W gruncie rzeczy ludzie nie zastanawiają się nad tym, czy takie czy inne zachowanie, styl życia, nawyki im odpowiadają - po prostu przyjmują je jak oczywistość. A jakie fajerwerki się dzieją kiedy tacy regularni łykacze "się" spotkają kogoś, kto nie łyka tego, co oni! To dopiero... No, ale może kilka przykładów z życia.
Studniówka. Mogło by się wydawać - prozaiczna sprawa, ale ile kontrowersji! Bo wiadomo, że na studniówkę się idzie... No właśnie - jak to wiadomo? Ja tam nie wiem. Rzecz mnie nie pociąga, to po co mi, więc nie idę. I zgrzyt, bo przecież się idzie na studniówkę, zawsze. Ten zgrzyt to głównie takie zaskoczenie tych, co się w "się" rozpuścili - to taka reakcja będąca połączeniem zdziwienia, oburzenia, świętego gniewu, zawodu i niepewności czy zaraz wszechświat się nie zawali od tego zachwiania w jego Się-Równowadze. Wielu ludziom się w głowach nie mieści, że pewne rzeczy nie wszyscy muszą, nie wszyscy chcą i że nic w tym fakcie dziwnego. Podobnie do tej studniówki jest z weselem bez alkoholu, nieświętowaniem urodzin, niepodniecaniem się piłką nożną i tym podobne.
Ludzie uwielbiają sobie konstruować świat w oparciu o pewne nienaruszalne sacrum zwyczajów, tradycji, ustalonych oczywistości - czyli w oparciu o "się". Jeśli ktoś przeciwko tej konstrukcji występuje, powstaje w nich wrażenie ataku i można pomyśleć, że po prostu budzą się w tym momencie dochodząc do wniosku, że ten ich kruchy Się-Świat nie jest oparty o to, do czego zdecydowanie doszli, ale o to, co przyjęli bezmyślnie. Rzeczy, których źródło znajduje się w naszych przemyśleniach i decyzjach, można bronić, ale czegoś co nam wciśnięto bez oporów - nie bardzo. A jednak masa członków szczególnie naszego, polskiego społeczeństwa (które jest na "się" niesamowicie podatne) woli bezpieczne kopiowanie poglądów i zachowań.
Myślę, że warto podkreślić, żeby nie brać sobie do serca w tym temacie słowa "tradycja", które padło. Kopiowane poglądy nie muszą być tradycyjne - np. wiele kobiet popiera jakąś formę feminizmu, bo się tak przyjęło, że nowoczesna kobieta to jest niezależna i w ogóle może być równie dobrym mężczyzną jak mężczyzna. I w takie rzeczy też można wsiąknąć. (wsięknąć) W gruncie rzeczy ciemnogród niekoniecznie zależy od treści poglądów, ale od prostactwa związanego z ich przyjmowaniem, a niestety - łykanie "się" to prostactwo intelektualne, którego nikomu nie życzę.
Podsumowując - byłbym rad, gdyby co niektórzy wyjęli zakurzone mózgi z szafki i zatrzymali się nad tym wszystkim, co myślą i robią, by dowiedzieć się od siebie samych, dlaczego tak się dzieje. Może wtedy zaczną naprawdę myśleć, bo się będzie naprawdę myśleć.
Dlaczego? Bo "się". To znaczy większość ludzi przyjmuje wszystko jak leci, co ma etykietkę "się": się gdzieś chodzi, się coś robi, się coś pije, się coś je, się jakoś bawi, się jakoś myśli... To coś więcej, niż podążanie za tłumem, bo jednostki buntownicze również potrafią hołdować "się". Kwestia raczej dotyczy tego, jakie są źródła zachowania człowieka. Bo można podążać za "się" nawet jeśli bodźcem do takiego kopiowania zachowań będzie jedna osoba. W gruncie rzeczy ludzie nie zastanawiają się nad tym, czy takie czy inne zachowanie, styl życia, nawyki im odpowiadają - po prostu przyjmują je jak oczywistość. A jakie fajerwerki się dzieją kiedy tacy regularni łykacze "się" spotkają kogoś, kto nie łyka tego, co oni! To dopiero... No, ale może kilka przykładów z życia.
Studniówka. Mogło by się wydawać - prozaiczna sprawa, ale ile kontrowersji! Bo wiadomo, że na studniówkę się idzie... No właśnie - jak to wiadomo? Ja tam nie wiem. Rzecz mnie nie pociąga, to po co mi, więc nie idę. I zgrzyt, bo przecież się idzie na studniówkę, zawsze. Ten zgrzyt to głównie takie zaskoczenie tych, co się w "się" rozpuścili - to taka reakcja będąca połączeniem zdziwienia, oburzenia, świętego gniewu, zawodu i niepewności czy zaraz wszechświat się nie zawali od tego zachwiania w jego Się-Równowadze. Wielu ludziom się w głowach nie mieści, że pewne rzeczy nie wszyscy muszą, nie wszyscy chcą i że nic w tym fakcie dziwnego. Podobnie do tej studniówki jest z weselem bez alkoholu, nieświętowaniem urodzin, niepodniecaniem się piłką nożną i tym podobne.
Ludzie uwielbiają sobie konstruować świat w oparciu o pewne nienaruszalne sacrum zwyczajów, tradycji, ustalonych oczywistości - czyli w oparciu o "się". Jeśli ktoś przeciwko tej konstrukcji występuje, powstaje w nich wrażenie ataku i można pomyśleć, że po prostu budzą się w tym momencie dochodząc do wniosku, że ten ich kruchy Się-Świat nie jest oparty o to, do czego zdecydowanie doszli, ale o to, co przyjęli bezmyślnie. Rzeczy, których źródło znajduje się w naszych przemyśleniach i decyzjach, można bronić, ale czegoś co nam wciśnięto bez oporów - nie bardzo. A jednak masa członków szczególnie naszego, polskiego społeczeństwa (które jest na "się" niesamowicie podatne) woli bezpieczne kopiowanie poglądów i zachowań.
Myślę, że warto podkreślić, żeby nie brać sobie do serca w tym temacie słowa "tradycja", które padło. Kopiowane poglądy nie muszą być tradycyjne - np. wiele kobiet popiera jakąś formę feminizmu, bo się tak przyjęło, że nowoczesna kobieta to jest niezależna i w ogóle może być równie dobrym mężczyzną jak mężczyzna. I w takie rzeczy też można wsiąknąć. (wsięknąć) W gruncie rzeczy ciemnogród niekoniecznie zależy od treści poglądów, ale od prostactwa związanego z ich przyjmowaniem, a niestety - łykanie "się" to prostactwo intelektualne, którego nikomu nie życzę.
Podsumowując - byłbym rad, gdyby co niektórzy wyjęli zakurzone mózgi z szafki i zatrzymali się nad tym wszystkim, co myślą i robią, by dowiedzieć się od siebie samych, dlaczego tak się dzieje. Może wtedy zaczną naprawdę myśleć, bo się będzie naprawdę myśleć.
