niedziela, 14 września 2008

Autoportret kulturalny

Pierwsza lekcja WOK-u, wstęp tudzież wprowadzenie i usiłowania prof. żeby było jak najkreatywniej. A potem "zad. dom." - "Autoportret kulturalny". Kilka pytań pomocniczych/wskazówek:

1. Która z dziedzin kultury leży w kręgu mojego zainteresowania?
2. Mój udział w życiu kulturalnym miasta, szkoły etc.
3. Moje propozycje, oczekiwania kulturalne wobec szkoły, lekcji etc.

Nie, nie piszę tego wszystkiego po to, by tutaj na te pytania posłusznie odpowiadać i dzielić się pracą domową, e-e. Przyszło mi po prostu do głowy, żeby wyciągnąć z tych pytań... taką refleksję. No bo przyglądam się pierwszemu i... dlaczego jakakolwiek dziedzina kultury ma leżeć w kręgu mojego zainteresowania? A jak żadna nie leży? A drugie: nie, nie udzielam się np. i co? Tertio: nie mam propozycji i oczekiwań. Chciałoby się rzec, że pytania są tendencyjne, bo wydają się stworzone pod szablonowego człowieka, ot, przeciętnego, nudnego ucznia LO.

A sprawa nie jest taka prosta! Bo zdaje się, że mnie kultura w ogóle nie interere. Chociaż... problem tutaj polega na tym, że pod słowem "kultura" tutaj leży coś zupełnie innego od tego, co ja nazwałbym kulturą. W tym głupim (sic!) zadaniu domowym kultura to łażenie po spektaklach, wystawach, odczytach i takich tam, co by być światłym, obytym, odchamionym i kulturalnym. A może z drugiej strony - za tymi pytaniami stoi taka idea, że żeby być kulturalnym, należy brać "udział w życiu kulturalnym", co oznacza trawienie czasu na wyżej wymienionych bzdurach;* żeby być kulturalnym, trzeba spędzać czas z innymi ludźmi, którzy chcą być kulturalni, takie grupy wsparcia, w których wszyscy będą wzajemnie napełniać się poczuciem ukulturalnienia i spełniania swojego kulturalnego obowiązku. Czyli w sumie krótko mówiąc chodzi o to, żeby napompować sobie tą pseudo-kulturą ego i czuć się usprawiedliwionym wobec wewnętrznego prostactwa oraz rzeczywistej kulturalnej gnuśności, które w środku wciąż są, tylko że teraz pod płaszczykiem, ekhm, kultury.

Ale kultura to nie to, proszę państwa. Kultura to coś, czego nie postawisz w środku życia i będziesz temu oddawał pokłony trawiąc dla tego czas; to też nie żadne zewnętrzne zajęcia, ani aktywizm; nie jest to też coś, co można kupić albo w ogóle dość łatwo zdobyć. Bo ona nie jest dla wszystkich, jest elitarna, bo jest dla tych, co naprawdę chcą. Kultura rodzi się w środku, całkiem niepostrzeżenie i nie jest zaborcza - wkłada się w jej rozwój wysiłek, ale dopiero potem jak urośnie, orientuje się, że się ją ma. Żeby rosła, trzeba dużo myśleć, potem - nauczyć się być odbiorcą, potem - być kreatywnym, jeszcze potem - być twórcą, a na końcu dawcą. Nie, nie trzeba biegać z aparatem po sesjach fotograficznych, nie trzeba nurzać się w glinie, żeby coś wyrzeźbić. To jest tylko ewentualna powierzchnia, bo kultura dzieje się w środku. Ona się nie narzuca - jeśli się narzuca to nie kultura. Po prostu wpisuje się w bycie, wypływa wszelkimi drogami i emanuje. Kultura to coś, co jest, a nie coś co trzeba po sobie pokazać. To nie zalewanie rynku tomikami swoich wierszy, ale zrozumienie ciągłości miedzy byciem a tworzeniem, a także zrozumienie tworzenia. Bo tworzenie odbywa się na wszystkich poziomach - od głupiej myśli po t(nf)zw.** arcydzieła i kiedy jest ciągłe, jest zrozumiane. A są ludzie, którzy tworzyć umieją tylko arcydzieła, na myśli ich nie stać. Czasem wypowiadają jakieś "myśli", które noszą znamiona obrzydliwych arcydzieł, które stały się celem, a nie nośnikiem. Właśnie! Kultura nie jest celem, ale nośnikiem bycia i tworzenia. Nie lubi być w centrum, nie lubi być sensem życia - jeśli ktoś z niej coś takiego robi, mści się na nim, robiąc z niego głupca.
Tylko, co ja na to "zad. dom." napiszę? Może... hm... "Dużo by pisać"? Heh.

* Nie chcę nikogo obrażać, e-e. Jak ktoś lubi takie rzeczy, niech zwiedza teatry i różne współczesne "jarmarki" dla światłych regularnie.
** tak niefortunnie zwane

piątek, 5 września 2008

Prīncipium commentāriī

W ten sposób zaczynam nowego bloga. A będzie tu o wszystkim i o niczym. Właściwie o wszystkim na temat czego zrodzi mi się w głowie komentarz - a o to łatwo. W codziennym życiu napotykam tyle sytuacji, zdarzeń, osób i zjawisk, które wzbudzają we mnie refleksje mniej lub bardziej burzliwe, że w sumie chciałbym je jakoś utrwalić, a to chyba dobre miejsce, bo nie dość, że moje myślowe erupcje nigdzie mi się nie stracą, to jeszcze może ktoś będzie mógł skomentować mój komentarz do rzeczywistości.

Przy okazji jest to miejsce, gdzie mogę sobie poużywać to tu, to tam łaciny :) Swoją drogą, wiecie, że mój słownik podaje znaczenie słowa commentārius jako "pamiętnik; zapiski, notatki"? Ciekawe spojrzenie na pamiętnik przez pryzmat polskiego znaczenia slowa "komentarz". W każdym razie - blog nosi nazwę Videmēcum, czyli "zobacz ze mną" - zobacz ze mną moimi oczami. Tak, to będzie subiektywny blog. I chyba всё.